Historia wrodzonej ciekawości

Jest nieugięta, nie przestaje szukać, czuje, że to co już wie jest częścią większej i jeszcze większej całości. Sprawdza, symuluje, diagnozuje, nie przypuszcza obserwuje. Czasem nie daje spokoju, chce więcej. Daje wolność, poszerza, wzmacnia ale też kruszy wyobrażenia i koncepcje. Uczy pokory. Czasem jest natrętnie niewygodna, a czasem dziecinnie lekka. Jest nieustraszona, rozwija skrzydła, daje jeszcze więcej klarowności. Ciekawość osadza się sama w sobie i próbuje układać doświadczone klocki wiedzy i mądrości w spójną matrycę. Nieustannie zagląda przez uchylające się drzwi. Przygląda się światu i studiuje każdy najdrobniejszy sygnał, pyta: kim jestem? O co tu w ogóle chodzi? Kto to wymyślił? Jak to działa? Dostając odpowiedź nie nasyca się. Ma dużo odwagi i czasem niecierpliwości. Jest wdzięczna. Małe oświecające blaski, ukryte zachwyty dają na chwilę odetchnąć, poczuć spełnienie, a potem znów niezwyciężona wytęża się i poszukuje dalej.

Kiedy pozwalasz sobie na takie podróże okazuje się, że dotykać możesz tego co nieuchwytne, niewidzialne, poszerzasz się i zachwycasz, a kiedy spotkasz się w tej ciekawosci w relacji z drugą osoba możesz widzieć i czuć dwa razy więcej, odkrywać całkiem nowe spojrzenie na swiat, szybować jak ptak, skakać z radosci jak delfin lub polowac jak dzika pantera. Możesz byc wszystkim i wszędzie, jesli tylko dasz poprowadzic się ciekawosci.

Gdyby tak pielęgnować w sobie tę dziecięcą jakość, która bez oceny pyta „a dlaczego?” może byłoby mniej spięcia, ucisku w relacjach, a więcej zrozumienia. Może łatwiej byłoby puścić to do czego tak mocno przywiązuje się umysł. Może łatwiej byłoby się rozluźnić w tym co jest i jakie jest. Może łatwiej byłoby kochać…